Pierwsza rzeka
Pierwsza rzeka

Zazwyczaj nie poświęcałem dużo czasu na przygotowania do wypraw. Czasami wręcz robiłem to na dzień przed wyjazdem. Wynikało to zazwyczaj z braku wolnego czasu, ponieważ wykorzystywałem go do maksimum na samą ekspedycję. Tym razem zacząłem kilka miesięcy wcześniej i dzięki temu udało się dopiąć wszystko na ostatni guzik.
Plan był dopracowany w najmniejszych szczegółach, wraz z wariantami awaryjnymi. Nawet sprzętowo wszystko zagrało idealnie. Wędki wziąłem cztery: trzy muchówki (2 razy #6 oraz jedną #7) plus jeden spinning. Przygotowałem się także teoretycznie zbierając informacje od znajomych oraz czytając różne opracowania i badania na temat nowozelandzkich pstrągów, a szczególnie tych z wyspy południowej.

Zaskoczeniem dla mnie była znacznie mniejsza ilość ryb niż w naszych wodach. Dodatkowo ryby te są znacznie bardziej płochliwe, co stanowi nie lada wyzwanie dla muszkarza, ponieważ nie da się ich młócić na krótką nimfę z jednej rynny przez pół dnia 😉 Najlepsze miejscówki zamieszkuje zazwyczaj jeden lub dwa pstrągi. Co przy rozmiarze niektórych płani prawie uniemożliwia łowienie na ślepo. Należy na spokojnie poobserwować wodę przez parę minut, aby wypatrzeć żerującą rybę i precyzyjnie podać jej muchę.
Po co więc lecieć tyle tysięcy kilometrów? Chociażby po to żeby połowić dzikich pstrągów, a nie skundlonych zarybieniami. Dodatkowo rzeki i otaczająca przyroda są dziewicze i przepiękne (ależ nasi melioranci mieliby pracy … tyle rzek do popsucia). Okazuje się też, że im mniejsza presja tym ryby na dłużej zaprzestają żerowania po spłoszeniu (nawet na ponad dobę). Za to na rzekach częściej odwiedzanych pstrągi nie są aż tak strachliwe, za to ostrożniej pobierają pokarm i są bardziej wybredne.

Cały czas mowa o pstrągach potokowych, a planowaliśmy łowić także tęczowe, które jak się dowiedzieliśmy (i potwierdziliśmy w praktyce) są znacznie mniej płochliwe i łatwiejsze do przechytrzenia. Za to przewyższają potokowce walecznością.

Ważna informacja !
Wiele rzek w Nowej Zelandii zainfekowana jest glonem didymo. Dziadostwo to niestety zostało najprawdopodobniej przeniesione przez wędkarzy ze Stanów Zjednoczonych. Aby uniknąć dalszego rozprzestrzeniania wprowadzono restrykcyjne przepisy i bardzo wysokie kary (włącznie z więzieniem) za ich nieprzestrzeganie. Niektóre regiony (jak np. Fiordlands) wymagają dodatkowo certyfikatów świadczących o odkażeniu sprzętu przed łowieniem w wielu rzekach.

Po przylocie czekało nas wynajęcie auta, zakupy i podróż poza miasto na kemping (przy okazji nie obyło się bez kilku pomyłek związanych z ruchem lewostronnym). Na drugi dzień kontynuowaliśmy podróż poświęcając pół dnia na łowienie. Rzeka bardzo nam się spodobała, ale nie odwzajemniła uczucia i sromotnie polegliśmy. Tomek na muchę nie miał brania, a ja na spinna miałem jedynie kilka odprowadzeni. Za to widzieliśmy kilka potężnych ryb. Wiedziałem, że nie będzie łatwo, ale nie spodziewałem się aż takiej bezsilności. Widząc ślady innych wędkarzy na piasku, dość szybko zrozumieliśmy jaka jest główna przyczyna porażki – rano ktoś łowił na tym odcinku rzeki. 

Sorry:
- Please recheck your ID(s).
- If you are showing a private album, check that the "Retrieve Photos From" option is set to "User's Private Album" and that the Authorization Key is correct.

–>NOWA ZELANDIA 2014 (2) – RZEKA UKRYTA ZA JEZIOREM