nzdc76_wmJeszcze tego samego dnia udaliśmy się w dalszą podróż, aby nazajutrz dotrzeć na następną polecaną rzekę. Miała być niedostępna i zapomniana, a okazało się … ale o tym za chwilę. 

Jak tylko GPS wskazał, że znajdujemy się blisko wody, zostawiliśmy samochód na skraju lasu i udaliśmy się w drogę przez dżunglę i wzgórza. Ścieżka okazała się być mocno wydeptana, więc dotarcie nad rzekę nie sprawiło wielkiego problemu. Był to zły znak, a nasze obawy potwierdziły się już na miejscu – dużo śladów po butach. Mimo wszystko zdecydowaliśmy się kontynuować i ruszyliśmy w górę rzeki. Szacowaliśmy, że idziemy mniej więcej dzień za kimś (w zasadzie 2 osobami) i może już zakończyli łowienie lub niedługo to nastąpi, a wtedy zostaniemy sami. Rzeka była dość duża, więc nie wszystkie ryby zostały przepłoszone. Praktycznie każde niemuchowe miejsce można było obłowić spinningiem licząc na to, że zostało pominięte przez grupę przed nami. Dodatkowo udało nam się namierzyć kilka ryb w dość dużej odległości od brzegu lub prawdopodobnie żerujących na nowo. Jednak były wyjątkowo ostrożne i znowu nie było nam łatwo je złowić. Nad jednym, wyjątkowo wielkim, lorbasem Tomek spędził chyba blisko godzinę zmieniając muchy, linki i metody. Gdy już się zastanawialiśmy czemu się nie spłoszył i stwierdziliśmy , że może został niedawno wypuszczony po złowieniu, Tomek rzucił mu woblera. Pstrąg nie tylko nie uciekł, ale wręcz ze wściekłością ruszył na „intruza”. Niestety zanim uderzył w przynętę spostrzegł łowcę, który porzucił nadzieje i stał wyprostowany jak kołek na brzegu 🙂

Co prawda wielkiego klamota nie udało się złowić, ale kilka mniejszych kabanów zagościło na naszych wędkach.

nzdc406_wmnzdc224_wmnzdc408_wmnzdc219_wmnzdc222_wmnzdc418_wmnzdc412_wmnzdc416_wm

Nowa Zelandia 2014 (10) – nauka latania –>

<– Nowa Zelandia 2014 (8) – duże oczekiwania