Początek wycieczki
Początek wycieczki

Następne łowienie zaplanowaliśmy sobie na kilka dni. Zdecydowaliśmy, że postaramy się dojść jak najdalej szlakiem przez dżunglę i wtedy zdecydujemy, którą z pobliskich rzek wybrać, a może i jakieś jezioro obłowimy. Pierwszą część wędrówki zakończyliśmy pod wieczór po wielogodzinnym marszu.

 

 

 

nzdc71_wmnzdc240_wmnzdc427_wmnzdc244_wmnzdc245_wmnzdc430_wmnzdc248_wm

Ponieważ było niedaleko do jednej z rzek, więc przedarliśmy się przez krzaki i rozbiliśmy obóz nad wodą. Tuż obok namiotu mieliśmy dostępną rozległą płań i głęboką banię, więc rozłożyliśmy muchówki i po ciemku ostro ćwiczyliśmy rzuty myszami. Tomek na dość wierną imitację nie doświadczył brania, ja za to na coś pomiędzy zonkerem, a rozdeptanym szczurem miałem kilka brań i 3 ryby na kiju. Żadnej nie wyjąłem 🙂 Nie to żeby były jakieś wielkie, ale po prostu się pospinały. Długo jednak nie łowiliśmy, ponieważ dość szybko zmęczenie dało znać o sobie i popadaliśmy jak muchy.
nzdc432_wm

Następnego dnia kontynuowaliśmy wędrówkę przez dżunglę i góry, aż w końcu zdecydowaliśmy, że wystarczy. Dotarliśmy do znacznie mniejszej i bardzo ciekawej rzeki, która wręcz nie pozwoliła nam iść dalej. Tomek zaatakował streamerem, a ja zacząłem od imitacji cykady. Jednak nie bardzo mogłem się wczuć i też się przezbroiłem. Brań o dziwo mieliśmy całkiem sporo. Szybko okazało się czemu – jeden z pstrągów wypluł jakieś dwie małe ryby. Ewidentnie na nich żerowały.  Co prawda kropasy nie były wielkie, ale za to waleczne i nie wybrzydzały co do przynęt i prowadzenia.

nzdc436_wm

Rzeka aczkolwiek urodziwa, to jednak miała jeden wielki mankament – didymo. Pierwszy raz widzieliśmy je na własne oczy. Tak odległe i mało uczęszczane miejsce, a mimo to zainfekowane. Przykry widok …

<– Nowa Zelandia 2014 (11) – deptak oraz tęczaki na szybko