Dorsz
Dorsz

Kilka dni temu Broda ruszył w poszukiwaniu halibutów do Norwegii. Bardzo bym chciał mu towarzyszyć, ale niestety nie starczyło mi wolnego czasu i budżetu. Wędkarstwo to pożeracz obydwu …

Jak już wróci, to wrzucę fotki i relację na bloga, a w międzyczasie powspominałem sobie poprzedni nasz wyjazd do krainy Wikingów.

Ekipa była dość liczna (8 wędkarzy), ale nasza trójka niestety miała ograniczony czas i łowiliśmy jedynie 5 dni w ostatni tydzień maja. Reszta spędziła na miejscu prawie dwa razy więcej czasu. Nie trafiliśmy do końca z terminem i nie było śledzi w fiordzie, a wraz z nimi dużych dorszy i czarniaków. Mimo wszystko nałowiliśmy się do bólu. Ojciec i ja 99% ryb złowiliśmy na kopyta, ja 9 calowe (z opadu) tata 6 calowe (wertykalnie). Czarek łowił głównie na pilkery. Różne metody, a wyniki podobne 🙂
Obławialismy głównie wody 10-20m, ale były momenty, że i głębiej i płycej. Momentami przypominało to zupełnie łowienie sandaczy z opadu. Tylko ryby większe i dużo silniejsze.

Nawet chwilę pomachałem muchówką na płyciznach, ale trafił się jedynie mały czarniak. Miałem kilka odprowadzeń sporych dorszy, jednak nie dane mi było spędzić więcej czasu w ten sposób, ponieważ nie chciałem wstrzymywać reszty ekipy (tylko ja łowię na muchę).

Większość złowionych ryb to dorsze do 6.5 kg, było też trochę brosm, dużo małych czarniaków, kilka zębaczy (bardzo smaczne 🙂 ) i dwie molwy. Były jeszcze jakieś plamiaki i jeden karmazynek.

Najwięcej emocji dostarczyły nam halibuty, które wychodziły do gum , ale nie atakowały. Odprowadzały do samej burty. Raz do holowanej brosmy wyszedł mi prawdziwy olbrzym (200 kg?). Może dobrze, że nie wziął … Miałem też ciekawą przygodę na dość dużej głębokości pod skalistym klifem. Myślałem, że zaczepiłem pilkerem o dno i dość długo mocowałem się „zaczepem”. W końcu puścił i po zwinięciu plecionki okazało się, że na końcu zestawu wisiał całkowicie zmiażdżony mały czarniak. Musiał uderzyć w moją przynętę, a następnie został pochwycony przez coś bardzo dużego. Halibut?

Za to kolegom na innej łodzi udało się zapiąć jednego potwora i stoczyć dość długą walkę. Niestety na koniec zawiódł sprzęt.

Mam nadzieję, że tata właśnie w tym momencie udanie rewanżuje się halibutom 🙂

01_prom_wm02_Kolo_Polarne_wm03_renifery_wm06_zbrojenie_wm04_port_wm05_lajba_wm08_na_lowisko_wm07_plyniemy_wm09_lowimy_wm10_dorsz_wm11_zebacz_1_wm12_zebacz_2_wm13_zebacz_3_wm