Ciągle ktoś pyta, który Live jest lepszy: Garmin czy Lowrance, a może Humminbird? A ja zawsze odpowiadam: to zależy. Postanowiłem w końcu przelać część moich wieloletnich doświadczeń na papier.
Ja obecnie na łodzi mam Garmin LVS34 oraz Lowrance AT2, a Richard używa Lowrance AT2 XL.
W przeszłości używałem LVS32 oraz AT1. Na jednych zawodach miałem też na łodzi Humminbird ML1, a niedawno popływałem na łódce kolegi uzbrojonej w Humminbird ML2.
Nie widziałem jeszcze nowych czujników od Garmina ani nie miałem możliwości testowania starego LVS62.
Dlaczego mam zarówno Garmina, jak i Lowrance? Bo mają przewagi i wady przy różnych zastosowaniach i staram się do tego dostosować. Sporym minusem jest to, że oba czujniki generują dużo zakłóceń między sobą. Dlatego chcę spróbować też samych Lowrance spiętych w Ping Sync.
Główne pytanie, które słyszę, jest takie: czemu nie Garmin, skoro powszechnie uważany jest za najlepszy? A dlatego, że ma sporo wad, o których jakoś próżno szukać w sieci.
Wymienię je:
- Jest według mnie gorszy do sharpshootingu na większych odległościach i głębokościach, czyli na typowe mazurskie pelagiczne szczupaki. Swoją drogą, kilka lat temu było lepiej. Serio! Po jakichś update’ach w pewnym momencie zrobiła się kupa. Przykład? Duże szczupaki, które się poruszają, potrafią całkowicie znikać na ekranie.
- Powyższe nie dzieje się na wszystkich jeziorach, więc zakładam, że to kwestia jakichś zakwitów wody. Za to na Lowrance te same szczupaki są znacznie lepiej widoczne.
- Perspektywa na głębszej wodzie jest gorsza w LVS34 niż na AT2.
- Gorzej się sprawuje na zakwitniętej wodzie niż AT2 i chyba też gorzej niż Humminbird. Ostatnio łatwiej mi było wyłapać szczupaki na ML2 kolegi niż na LVS34.
- Gorzej separuje ryby od przeszkód na większych odległościach. Wynika to prawdopodobnie z różnicy kąta wiązki — w AT2 to 18 stopni, a w Garminie 20. Niestety AT2 XL też przeszedł na 20 stopni.
No dobrze, a kiedy wybrałbym LVS34 zamiast AT2?
- Na płytszą wodę — i to zarówno w przypadku forward mode, jak i perspektywy. Moim zdaniem Garmin ma tu przewagę.
- Gdybym nastawiał się tylko na sandacze – one zawsze są widoczne w przeciwieństwie do szczupaków.
- Garmin przy wolniejszym poruszaniu daje według mnie lepszy obraz, więc kiedy dokładnie przeszukujemy wodę, wolę Garmina. Ale kiedy pływam szybko w celu znalezienia dużych ryb, Lowrance mniej rozmazuje i daje ostrzejszy obraz.
- Garmin minimalnie mniej laguje i mam wrażenie, że dzięki temu bardziej precyzyjnie prezentuje przynętę.
A co z innymi czujnikami?
Lowrance AT2 XL — można powiedzieć, że bezpośrednio go nie używałem, a jedynie patrzyłem przez ramię oraz zbierałem opinie od wielu kolegów, którzy się przesiedli. Jest OK i wnosi kilka nowych udogodnień, jak np. szeroką perspektywę, ale przejście na kąt 20 stopni to według mnie błędny ruch i Lowrance stracił unikalne przewagi nad konkurencją. Na tę chwilę nie wchodzę w ten czujnik i wolę starego AT2.
Lowrance AT1 — wyjątkowo dobry po update’ach. Na początku było kiepsko, ale z czasem nowe oprogramowanie zrobiło z tego czujnika całkiem dobre narzędzie. Mam wrażenie, że o ile w Lowrance jest coraz lepiej wraz z nowym softem, to w Garminie coraz gorzej 🙂
Garmin LVS32 — był lepszy od AT1, ale obecnie wolałbym AT1.
Humminbird ML2 — pływałem tylko jeden dzień i to na zakwitniętej wodzie, ale byłem pozytywnie zaskoczony. Miałem wrażenie, że latarka pokazuje lepiej niż na Garminie LVS34. Perspektywa była OK, ale wolę tę w Lowrance. Za to problemem było to, że dwa czujniki ML2 zakłócały się nawzajem i nie mogły być skierowane w jednym kierunku. Może to kwestia softu i już zostało naprawione. Nie wiem.
Humminbird ML1 — czyli pierwsza wersja Live od Humminbirda. Kupa, nie dotykać